|
2008-07-04
Pada - na razie po cichu i głównie za sprawą zmotoryzowanych internautów
- następny mit lansowany przez internacjonalistyczne lobby "zaropiałe".
Zacznijmy jednak od mitu pierwszego dotyczącego, oczywiście, niewymienialności
paliw ropopochodnych na biopaliwa. Jako redakcja "MOTO" walczyliśmy
z tą głupotą od 2003 roku mając za przeciwników nie tylko koncerny paliwowe
i samochodowe ale także całą armię użytecznych idiotów udających dziennikarzy
motoryzacyjnych i umiejętnie sterowanych przez "Gazetę Wyborczą".
Po dyrektywach komisarzy zawiadujących unijnym kołchozem biopaliwa przestały
być "be" lecz tylko pod warunkiem, że ich producentami i dostawcami
będą specjalnie namaszczone firmy, głównie te same koncerny paliwowe, które
jeszcze kilka lat temu bezwzględnie zwalczały każdą wzmiankę o równoprawności
biopaliw z produktami ropopochodnymi. Teraz walka z amatorami tańszych paliw
toczy się dalej lecz na innych frontach.
Na dowód jeden z przykładów. Pozostając konsekwentnymi nie tylko jako dziennikarze
promujący biopaliwa przez kilka ostatnich lat napełnialiśmy zbiornik redakcyjnego
Żuka z wysokoprężnym silnikiem Andorii jadalnym
olejem rzepakowym kupowanym w hipermarketach w pojemnikach 5- lub 10-litrowych,
znacznie taniej od oleju napędowego. Samochód przejechał bez jakichkolwiek problemów
ponad 40 tys. km i jeździłby dalej na "rzepaku", gdyby nie wzrost
jego ceny z 2,7 do 4,4 zł za litr. Wzrost, dodajmy, nie uzasadniony jakimikolwiek
przesłankami obiektywnymi. Po prostu - dała o sobie znać gminna solidarność
właścicieli koncernów paliwowych i sieci hipermarketów.
Sądzę, że w ten sam sposób nie da się jednak utrzymać mitu drugiego, dotyczącego
lansowanej wszechobecnie konieczności regularnej wymiany oleju silnikowego w
naszych pojazdach. Iście donkiszotowskiej walki z koncernami olejowymi i samochodowymi
podjął się Holender Henk de Groot.
W branży motoryzacyjnej nie jest to bynajmniej osoba przypadkowa. Emerytowany
prezes holenderskiej filii Castrola (Castrol Nederland) przez
wiele lat testował wpływ różnych olejów na silniki, po czym w kwietniu br. stwierdził
publicznie, m.in. za pośrednictwem portalu www.telegraaf.nl: "Nowe
oleje szkodzą silnikom!".
Olej w silniku w bardzo szybkim czasie robi się czarny od cząstek sadzy,
czyli najczystszego węgla. Mają one znakomite właściwości smarne i powodują,
że rozgrzany olej lepiej spełnia swoje funkcje, co ma kapitalne znaczenie dla
pracy i osiągów silnika. Zdaniem holenderskiego menedżera wymiana oleju to nie
tylko olbrzymie marnotrawstwo i wielkie obciążenie dla środowiska naturalnego
ale także pogorszenie osiągów silnika i zwiększenie zużycia paliwa. Henk de
Groot przejechał swoim samochodem bez wymiany oleju 350 tys. km, natomiast w
aucie jego żony ten zabieg nie był dokonywany od lat... 20. I co? I nic, obydwa
pojazdy nadal spisują się bez zarzutu.
Oczywiście, "olanie" harmonogramów zawartych w instrukcjach i
zaleceniach narzucanych przez koncerny nie może być równoznaczne z zaniechaniem
podstawowych obowiązków każdego użytkownika samochodu, zwłaszcza kontrolowania
i uzupełniania ubytków oleju czy nawet jego całkowitej wymiany, gdy na "bagnecie"
zauważymy niepokojące ślady, np. w postaci opiłków metalu. Właśnie w takim celu
Henk de Groot opracował "bagnet" o specjalnej konstrukcji, pozwalający
lepiej od standardowego dokonywać własnej diagnozy tego, co dzieje się wewnątrz
silnika.
Prywatna wojna eks-prezesa Castrol Nederland niekoniecznie musi zakończyć
się powodzeniem, czego dowodzi choćby brak zrozumienia dla efektów jego badań
ze strony szefów Castrola rezydujących w Londynie. I nie ma co się temu dziwić.
Na wymianę oleju silnikowego użytkownicy pojazdów samochodowych - od skutera
po ciągniki siodłowe - wydają każdego roku dziesiątki miliardów dolarów. Takiej
kasy nikt dobrowolnie nie odpuści. Prędzej przeznaczy jej część na medialną
kampanię mającą na celu zdyskredytowanie i "wyciszenie" krnąbrnego
Holendra. Tylko czekać na owoce wzmożonej aktywności akwizytorów udających dziennikarzy.
Także w Polsce. Kilka lat temu liderem krucjaty przeciw biopaliwom był parch
z "Gazety Wyborczej" o personaliach Andrzej Kublik. Dzisiaj ma więcej
luzu i niewykluczone ze skorzysta z nowej oferty wyznawców Mamony.
Pozostaje zatem liczyć na inteligencję samych zmotoryzowanych. Może staną
się przynajmniej bardziej odporni na prymitywne chwyty marketingowców dodających
do kolejnych produktów olejowych coraz to bardziej wyszukane przymiotniki za
coraz wyższą cenę. Na początek wystarczy zamiast "ultra-magnetic-multi-power-syntetic"
kupić coś prostszego, tańszego, a przy tym równie dobrze spełniającego swoją
rolę. Na szczęście w tej materii nie ma jeszcze przymusu i każdy zbiera żniwo
swoich wyborów. Po przejechaniu naszym Żukiem kilkunastu tysięcy kilometrów
więcej za te same pieniądze i tylko dlatego, że nie daliśmy sie ogłupić lobby
"zaropiałemu", mamy świadomość dokonania wyboru ze wszech miar korzystnego.
Podobnie zareagujemy na tezy z którymi dzisiaj usiłuje przebić się do świadomości
zmotoryzowanych Holender Henk de Groot. Zaręczam, że od dzisiaj producenci olejów
zarobią na samochodach pozostających w dyspozycji redakcji "MOTO"
kilkakrotnie mniej niż dotychczas.
Henryk Jezierski
P.S.
Wysokoprężny silnik Andorii w naszym Żuku
ma za sobą dwadzieścia lat eksploatacji i 270 tys. km przebiegu, w tym 40 tys.
km na paliwie absolutnie zakazanym przez tzw. renomowanych producentów samochodów.
Mimo to, wyrażamy gotowość porównania jego aktualnego stanu technicznego z jednostką
napędową z dostawczych Mercedesów, Fiatów, VW i innych znanych marek o podobnym
wieku i przebiegu. Jestem absolutnie spokojny o rezultat takiej konfrontacji.
H. Jez.
|